Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
I... - tak, po prostu...

.:Księga Gości:.
Zostaw swój własny cień...
Spójrz na cienie aniołów...

.:Licznik:. 156469

.:Mój avatar:.

Pomóż mi latać, użycz mi swoich skrzydeł...

.:O mnie:.
Ja? Hmm...Dużo można mówić. Czasami delikatna, miła i wrażliwa, a czasami nie do wytrzymania. Jestem wysoką blondynką o niebieskich oczach. Myślę że mój wiek nie gra zbyt dużej roli, i tak co roku jest inny. Uprawiam różne sporty, ale głównie siatkówkę. Lubię słuchać Tokio Hotel, Pussycat Dolls i Gosi Andrzejewicz.

.:I co potem...?:.


.:To już nie wróci....:.
2008
Potem nad sadem rozbłyśnie, sierpień rumiany jak wiśnie...
A lipiec przysiądzie na lipie, miodowym kwiatem posypie, zapachnie żniwem i żytem.
A potem stanie przed domem czerwiec z koszykiem poziomek...
Ciepły deszczyk każdą kroplą, rozwija dokoła. Z pąków - kwiaty, z listków - liście, z ziółek - bujene zioła.
Kwiecień stary pleciuga same bajdy plecie: że to kotki za płotem, a to....bazie przecież.
Nad rzeką wierzby chylą głowy, wsłuchane w poszum mętnej wody. Dumają o czymś w dzień marcowy, okryte płaszcze niepogody...
Bałwanki, sanki, sasanki, ciepły wiatr wydmie firanki - i już się wiosna pokaże.
Nowy Rok. Dwa krótkie słowa - i już wszystko będzie od nowa...
2007
Deszcz zacina, wiatr dokucza. Pustka, smutek dziś w ogrodzie...
Ech, pora kolorowa, błyszcząca, kasztanowa...
Jeszcze lato nie odeszło, a jesień już bliska. Wrzesień milczkiem borowiki skrył we wrzosowiskach...
Potem nad sadem rozbłyśnie, sierpień rumiany jak wiśnie...
A lipiec przysiądzie na lipie, miodowym kwiatem posypie, zapachnie żniwem i żytem.
A potem stanie przed domem czerwiec z koszykiem poziomek...
Ciepły deszczyk każdą kroplą, rozwija dokoła. Z pąków - kwiaty, z listków - liście, z ziółek - bujene zioła.
Kwiecień stary pleciuga same bajdy plecie: że to kotki za płotem, a to....bazie przecież.
Nad rzeką wierzby chylą głowy, wsłuchane w poszum mętnej wody. Dumają o czymś w dzień marcowy, okryte płaszcze niepogody...
Bałwanki, sanki, sasanki, ciepły wiatr wydmie firanki - i już się wiosna pokaże.


.:Czas:.


.:Dzień:.


.:Adopcje:.


.:Według was:.
Najprzystojniejszym chłopakiem z zespołu jest Bill
Najlepszym teledyskiem jest "Durch den Monsun"

.:Ulubione:.












.:Linki:.
.:Inne:.
Tejemnice naszego świata
Bluzgacz
.:Powiadamiam o notach:.
My world my dreams
^^Tokio Hotel immer und immer ich wanna^^
...::Opowiadanie::...
Życie to najbardziej zdumiewająca bajka...
Tokio Hotel
Komm und hilf mir fliegen
Napisane Moim Charakterem...
***The BuTTerfliez***
Sheep world...
Klucz do mojej duszy
Ich muss durch den monsun...
Nie wiesz, nie wiesz, nie rozumiesz nic
Miłość stulecia
.:Stronki zespołów:.
Gosia Andrzejewicz
Doda
Tokio Hotel
The Pussycat Dolls
Kelly Clarkson
Shakira
LaFee
Linkin Park
Eminem
Vanilla Ninja
.:Tokio Hotel:.
Fan Club TH
Super opo o TH
Blożek Karoliny
Drugi blog Karoliny
Trzeci blog Karoliny - szablony
Szablony z TH
Blog Asi


.:Wiersze:.

Ona i On, Nie żona, nie mąż, Lecz para kochanków namiętnych. Ona czuje wciąż lęk i obawia Go się, Ale On wszystko zwycięży. On i Ona, Ból i żądza nieskończona Zmysłowo błądzi po Niej palcami. Ona nie chce, nie może, Chyba Bóg jej nie pomoże, Bowiem On skłuwa Ją ciała łańcuchami. Co dzień, co noc Idą razem krok w krok Zrywać pełne miłości grona. On spragniony jej ciała, Ona Nim już pijana Pada znów w czułe ramiona

.:Muzyka:.
Często pytacie jaka była wcześniejsza muzyka na blogu. Oto historia muzyki mojego bloga:
1. Piotr Rubik - Rubikon
2. Inon Zur - Tragic Love
<bgsound src="http://www.inonzur.com/audio/mp3/lineage2_tragiclove.mp3" loop=true>

Lay
Lay by Penalty

More?==>click!
Informacje
1. Wszystko co tu zamieszczam jest jedynie wytworem mojej wyobraźni!
2. Kiedy następna nocia? - Nie wiem, więc nie pisz do mnie z tym pytaniem.
3. Masz pomysł na rozwinięcie akcji lub chcesz poprostu pogadać? - Z tym możesz pisać :D
4. Dodajesz mnie do ulubionych - ja dodaję Ciebie.
5. Chcesz być powiadamiany o newsach? - Wpisz się w księdze. || TERAZ NIE POWIADAMIAM Z POWODU BRAKU CZASU! ZAINTERESOWANYCH PRZEPRASZAM!
UWAGA! O notkach informuję was w komętach na waszych blogach, więc ważne jest żeby podać ich adres. Dlatego dokładnie czytajcie komy!

~***~

I... - tak, po prostu...

Ok. Żeby zdążyć przed wyjazdem, muszę dodać dzisiaj notkę. A że ustaliłam, że chcę otworzyć coś nowego przed tą podróżą, to muszę skończyć to. Ok. Zaczynajmy ;D.
Rozdział LVIII
Bolało. Czułam to całą sobą, że bolało. Lekarze przybiegli po kilku chwilach, które dla mnie były wiecznością. Bill trzymał mnie za rękę, jednocześnie unosząc moją głowę lekko do góry. Kiedy pojawili się lekarze, oświadczyłam, że nie zgadzam się na poród.
- Zwariowałaś?! - Wrzasnął Bill.
- Nie. Nie chcę, żeby oglądali moje intymne miejsca. - Burknęłam.
- Ale Kochanie... - Jęknął.
- Nie! Poród odbierzesz TY. - Położyłam duży nacisk na ostatnie słowo.
Zdębiał. Widziałam wyraźnie, że nie może wydusić ani słowa. Dopiero mój krzyk bólu pobudził go do życia.
- Ale ja się nie znam, nie umiem... - Głos mu drżał. Bał się.
- Albo odbierzesz poród, albo urodzę dziecko w bieliznę! Nie mam zamiaru jej przy nich ściągać..! Ohh..! - Fala bólu przeszła całe moje ciało.
Bill spojrzał nerwowo na lekarzy. Wszyscy powoli wycofywali się z pokoju, widząc że nie mam zamiaru ustąpić.
- My... Będziemy Panu podawać instrukcje... Da Pan sobie radę... - Wydukał jeden z nich, po czym wszyscy szybko uciekli za drzwi i zatrzasnęli je z hukiem.
Wziął głęboki oddech i zacisnął pięści. Wyglądało na to, że zbiera się w sobie do tego, co za chwilę będzie musiał zrobić. Podszedł do mnie i delikatnie poprawił pode mną poduszkę. Przyklęknął na samym końcu łóżka, podwijając poły sukni.
- Ściągnijmy ją. - Zaproponował.
Zgodziłam się bez słowa. Było mi wszystko jedno. Wiedziałam tylko, że strasznie boli i że chcę, żeby było już po wszystkim. Bill pomógł mi się rozebrać i ułożył mnie ponownie na poduszce. Wydałam z siebie kolejny, długi jęk. Ściągnął mi figi, a ja położyłam dłonie na brzuchu. Pomasowałam go delikatnie, chcąc się już pozbyć maleństwa ze środka. Chciałam go zobaczyć i przytrzymać. Cieszę się, że jestem tu tylko z Billem. To taka intymna chwila, na świat przychodzi nasze, tylko nasze dziecko... I dzieje się to tylko w naszej obecności. To jego Tatuś pierwszy go dotknie, stuknie go delikatnie w plecy by mały mógł oddychać... Tatuś, a nie żaden lekarz!
- Panie, niech Pan wygodnie ułoży Księżniczkę. Niech Pan zapyta, czy jest jej wygodnie i czy coś ją nie uwiera! - Głos dobiegał jakby ze ścian, jednak dobrze wiedziałam, że lekarz rozmawia z nami za pomocą pewnej odmiany komunikacji na odległość. To nieco skomplikowane do tłumaczenia, a teraz nie ma na to czasu. Rodzę!
- Jest mi wygodnie... Proszę, chcę już urodzić... - Jęknęłam. Trzeba dodać, że to dość prosty sposób komunikacji, dużo łatwiejszy niż telepatia, jednak trzeba rozmawiać ze sobą na głos.
- Jeśli jest jeszcze czas i Księżniczka nie zaczęła rodzić, niech Pan... - Zaczął lekarz, jednak Bill mu przerwał.
- Nie ma czasu! - Wykrzyknął. - To... Tu się rozchyla! Widzę jego główkę i włoski... Jasne włoski!
Przez chwilę panowała cisza. Bill dotknął mojej dłoni i patrzył, jak powoli wyłania się główka. Całą siłą koncentrowałam się na moim synku, starając się przestać myśleć o bólu. Ściągałam mięśnie tak, jak wczoraj pokazywała mi położna, jednak miałam wrażenie, że to nic nie daje. Bill pisnął cicho i oświadczył, że widzi już nosek i usteczka - urodziła się cała główka.
- Niech Pan ją uwolni! Ale bardzo delikatnie, proszę za nią nie ciągnąć! - Lekarz miał taki głos, jakby miał zostać dziadkiem tego malucha. Ci ludzie cieszyli się tak, jakby to oni byli jego rodzicami, a nie my.
Wydałam z siebie jęk bólu, odchylając głowę do tyłu.
- Krzycz Kochanie, wywrzeszcz to z siebie! Pociągnąłem! I co?
- Niech Pan bardzo delikatnie przechyli ją ku dołowi! Powinien urodzić się bark! Potem, niech przechyli Pan do góry, urodzi się drugi! Potem dziecko wyjdzie już łatwo!
Postępował zgodnie z instrukcjami, a ja darłam się niemiłosiernie. Nie szczędziłam sobie gardła, do czasu, kiedy zrozumiałam że ból zelżał, a Bill wstaje powoli, trzymając maleńkiego człowieczka, który przyniósł ze sobą ogrom szczęścia. Nie posiadałam się z radości, mogąc wziąć go w ramiona. Trzymałam małego wciąż na łożysku, z pępowiną przytwierdzoną do brzuszka. I wtedy...
- On... On nie kopie nóżkami! Nie oddycha! Nie rusza się! On... Jest martwy..! - Miałam wrażenie, że zaraz umrę. To cudo, które nosiłam w sobie nie żyje! Nigdy nie usłyszę jego śmiechu, nigdy nie powie do mnie "mamo"!
- Tak, wiem. - Odpowiedział spokojnie. - Nie martw się. Ubierz się, muszą wejść lekarze.
- CO?! REAGUJESZ NA TO TAK SPOKOJNIE?! TWÓJ SYN NIE ŻYJE! - Załkałam, a po moim policzku ściekła pierwsza łza.
- Nie płacz. Zaraz coś zobaczysz. - Uśmiechnął się i siłą wciągnął na mnie wcześniej zdjęte figi, po czym przykrył mnie kołdrą i kazał odpoczywać.
Podszedł do drzwi i wpuścił do środka lekarzy. Natychmiast przejęli ode mnie maleństwo i ułożyli mu posłanie z ręczników na stole. Badali mojego syna, a ja nawet nie wiedziałam dlaczego... Po co?! Skoro on... nie żyje?! Wybuchłam płaczem, powodując że na mojej twarzy powstały potoki świeżych łez.
- Niech Pani nie płacze. Wszystko będzie dobrze. - Uśmiechnął się do mnie jeden z lekarzy. Miał znajomy głos. To chyba on przekazywał Billowi instrukcje porodowe.
Mąż usiadł na krześle tuż przy łóżku. Złapał mnie delikatnie za rękę i trzymał, dopóty dopóki nie podali mi ciała syna. Było ciepłe i... takie maleńkie. Przytuliłam go, a na jego delikatną skórę spadło kilka łez.
Najpierw coś delikatnie szturchnęło moją pierś, a później zakwiliło cichutko. To... Nicolas, on... Żyje! Krzyknęłam z radości, tuląc do siebie wrzeszczące dziecko.
- Czemu... Czemu on wcześniej... - Chlipałam, zalewając się łzami szczęścia.
- To normalne. Każdy mały wampir rodzi się martwy. Przecież wampiry są martwymi ludźmi tylko... ożywionymi. - Bill pokrótce wytłumaczył mi o co chodzi.
No... Tak! Że też na to nie wpadłam... Przecież to jasne! Oboje mocno przytuliliśmy płaczącego synka. Utuliłam go do snu, ale niedługo potem został obudzony przez wujka Toma. W pałacu zapanował ogólny chaos. Wszyscy myśleli, że urodziłam wcześniaka. Zdrowego i silnego wcześniaka. Po korytarzach podobno biegali pijani ludzie, a cała rasa wampirów świętowała tego dnia przyjście na świat kolejnego księcia. Nie wiedziałam, czy to prawda. Kołysałam tylko malca w ramionach, co jakiś czas karmiąc go mlekiem z piersi i zmieniając brudne pieluszki. Mąż towarzyszył mi na każdym kroku. Tak miało być, cieszyliśmy się swoim małym skarbem. Dostaliśmy coś, co umocniło nasz związek i dodało nam w życiu kilka kolorów.
Przez kolejne dwa lata sielskie życie w pałacu nie oszczędzało młodym rodzicom przyjemności. Kate, osiągając wiek lat dziewiętnastu, została pełnoprawną królową, przy czym Bill stał się królem zaraz po swoich osiemnastych urodzinach. Dziś, mając lat dwadzieścia, dzielnie sprawuje się w roli odpowiedzialnego ojca. Oboje wciąż wyglądają tak jak poprzednio, za sprawą sztuczki z zatrzymaniem starzenia w pewnym wieku. Proces jest odwracalny, jednak oni nie mają ochoty się starzeć. Mały Nicolas jest otoczony nadopiekuńczymi niańkami, jednak najbardziej lubi spędzać czas z rodzicami. Odziedziczył oczy po ojcu, ma je tak samo czekoladowe. Rysy twarzy, włosy, również należą do taty. Uczy się mówić, perfekcyjnie wymawia imiona mamy i taty. Ma problem z wujkiem Tomem, którego nazywa po prostu "wujek Dom". Wujek Dom zdaje się jednak zupełnie nie przejmować zachowaniem bratanka i kocha go tak, jak na wuja przystało. Nicole urodziła mu śliczną córkę, rok po narodzinach szkraba państwa Kaulitz (należy tu wspomnieć, że Tom i Nicole nadal żyją bez ślubu). Mocno naruszyło to spokojną aurę zamku, jednak wkrótce potem mała Księcia i Księżniczki została pokochana przez poddanych tak samo mocno, jak Nicolas. Rósł szybko, mamie coraz trudniej było brać go na ręce. Dzielnie przeszedł wyżynanie się ząbków i stawał się małym mężczyzną.
Tego dnia po korytarzach pałacu biegał malec w niebieskim śpioszku. Potknął się i przewrócił, zmuszając ojca płaczem, by wziął go na ręce. Matka spojrzała na nich czule. Jeszcze nie wiedziała, że ten dzień przyniesie jej największe piekło, jakiego doświadczyła kiedykolwiek w życiu.



Kate 18/08/2008 22:49:59 [Powrót] Zostaw łzę...Kropelkę krwi duszy...



fajna notka , ciekawe co to za piekło sie zgotuje kate
moniczkath 20/08/2008 10:35:05
| brak www IP: 194.181.133.234

Suuuper! Zapraszam na moje blogi fantasy-story-o-th.blog.onet.pl i zwilinge-kaulitz-in-der-schule.bloog.pl Odcinek świetny i cały blog! Pzdr:*
Dita 19/08/2008 20:52:35
| brak www IP: 83.3.95.226

No świenieXDD
Adziaxxx 19/08/2008 17:05:35
| brak www IP: 78.133.161.194

Wujek Dom xD Ale ostatnie zdanie mnie zaintrygowało... Czekam ;]
Gloomy Angel 19/08/2008 13:56:26
| brak www IP: 194.181.130.230

Ahh nie no normalnie nie moge... zajebiste!! aż barak mi słów
a ciekawe co to się takiego stanie że przeżyje największe pieklo w swoim życiu...
pozdrawiam:*:)
IzuniaKaulitz 19/08/2008 11:18:27
| brak www IP: 212.123.172.161








Foto by Kyrette
Lay by Penalty

More?==>click!




Foto by Kyrette
Lay by Penalty

More?==>click!